Wiosna już dorosła (Grabaż)

Wiosna już dorosła.
Powiała ciepłem i zapachem grilla.
Rozrzuciła w powietrzu białe płatki.
Zapędziła do dużego parku.
Namówiła na zjeżdżanie z góry na tyłkach.
(ręce i nogi odmaczaliśmy godzinę)
Namówiła na długą kolejkę po lody.

 

A Mama powoli oswaja brak glutenu.
Nie jest tragicznie. Tyle, że wie, że to dużo za mało i że dużo przed nią.

Reklamy

Matematyka zawiera w sobie nie tylko prawdę, ale i najwyższe piękno – piękno chłodne i surowe, podobne do piękna rzeźby (B. Russel)

kończę 41 lat

w wieku 40 lat przekraczam moją „magiczną granicę”

w wieku 39 lat rezygnuję z walki o trzecie dziecko

w wieku 38 lat podejmuję cztery medyczne próby (w tym dwa programy IVF), by zajść w ciążę

w wieku 37 lat rodzę drugie dziecko

w wieku 36 lat mam cztery inseminacje i moje pierwsze w życiu in vitro

w wieku 35 lat zachodzę po IUI w drugą ciążę; tracę ją

w wieku 34 lat udaje mi się wreszcie usłyszeć – tak, chcę drugiego dziecka

w wieku 33 lat przeprowadzam się na wieś

w wieku 32 lat zmieniam pracę

w wieku 31 lat wiem, że chcę mieć drugie dziecko

w wieku 30 lat rodzę pierwsze dziecko

w wieku 29 lat, po drugiej IUI, widzę pierwsze w życiu, absolutnie magiczne, dwie kreski

w wieku 28 lat walczę o zajście w ciążę, już medycznie

27 – tyle mam par butów, za dużo!

26 – tyle mam kubków. Wszystkie czarno-białe. Każdy inny. Wszystkie się przydają, mamy dużo gości

od 25 roku życia mieszkam „sama”, tzn. mąż pracuje daleko poza domem

24 – tyle lat mieszkam poza domem rodzinnym

w wieku 23 lat biorę ślub

22 lata noszę soczewki kontaktowe

21– ten numer całe życie uważałam za mój szczęśliwy; nie wiem dlaczego i nigdy się to nie sprawdziło

w wieku 20 lat zaręczyłam się

19 – tyle miałam szans medycznych na ciążę; jak widać nie jest tak łatwo, jak się niektórym zdaje

18 lat – taki jest mój staż małżeński

mam na koncie 17 lat uczenia młodzieży; z żalem myślę o tym, że teraz w większości będą to już mniejsze dzieci

w wieku 16 lat wybieram kierunek studiów – filologię polską

gdy mam 15 lat – rodzą się moje bratanice

w wieku 14 lat kończę szkołę podstawową

w wieku 13 lat zaczynam pisać pamiętnik

12 lat świadomie żyję z niepłodnością

11– poprzedzone minusem – taka jest w przybliżeniu moja wada wzroku; wiem, kosmicznie wysoka

10 – tyle lat ma moja córka

byłam na 9 koncertach Pidżamy Porno

w wieku 8 lat napisałam swoją pierwszą „książkę”

7 lat mieszkam w domu jednorodzinnym

mam 6 własnoręcznie wykonanych kronik-albumów dzieci

mieszkałam w 5 miejscach

miałam w życiu 4 koty; tyle też lat ma mój syn

skończyłam 3 studia podyplomowe, a tak naprawdę jedne są dopiero w trakcie; za pół godziny jadę na zajęcia

mam 2 dzieci

mam 1 życie

pełne życia

ale wcale nie takiego jak z powiedzenia

tylko zwyczajnego, często gorzkiego

prawdziwego

niepłodność jest jego dużą, ważną częścią

Nocka potrwa do białego rana, na promyku księżycowym gra (J. Kaczmarski)

 

Po stajence przebiegł chłodu dreszcz
Mości się, jak kot – puszysty zmierzch.
Śpi osiołek, wół łakomy
Po łuczywie skacze płomyk
I on zaraz zaśnie też.

Nocka potrwa do białego dnia
Na promyku księżycowym gra:
Kołysankę gra dla Ciebie
Słychać ją po całym niebie,
Pięknych snów bez liku ma.

(…)

Masz policzki rozpalone dwa,
W oczku sennym diamentowa łza.
Główkę złóż mi na kolanach –
Mama zaraz uśnie sama,
Spać będziemy – Ty i ja.

 

Zaraz Święta.

Do niektórych nadbiegają lekko. Albo kroczą dostojnie – jak trzej królowie – niosąc naręcza darów opromienionych złotem i otulonych zapachem kadzidła. Idą roześmiane, pełne blasku. Radośnie oczekiwane.

Do innych zbliżają inaczej. Nie tak, jakby się chciało. W pośpiechu, w zmęczeniu albo byle jak. A może nawet nadchodzą zupełnie bez radości. Za towarzysza mają pustkę albo ból. Chorobę. Samotność. Złość.

Kochani! Życzę Wam, żeby Święta nadeszły pięknie i ciepło. Żeby puszysty wigilijny zmierzch – jak kot – otulił nie tylko stajenkę, ale i Wasze domy i serca. Nawet te – a może zwłaszcza te – które przeniknął chłód.

Żeby nocka trwająca do białego rana zagrała każdemu z Was kołysankę. Żeby jej melodię napisano znakomicie. Tylko dla Was. Żeby nuty wypełniły Was miękko. Dokładnie tak, jak potrzeba. Żeby prawdziwie koiły.

Aby księżycowy promyk z Betlejem świecił jasno, czysto i pięknie. By oświetlił cały następny rok.

A Tym Którzy Jeszcze Czekają życzę, by te Święta przyniosły prawdziwą nadzieję, że to już blisko. Że już wkrótce.

Że za rok tuż przy Was, na poduszce, leżeć będzie czyjaś mała główka. Senna już bardzo. Ciepła. Spokojna. Ukochana.

Dobrej nocy! Dobrych Świąt! Dobrego Roku!

 

Juti, Łucja, Franek

 

Zwolnij bieg, zatrzymaj się (Blue Cafe)

Wraz z pierwszym deszczem – niestety, nie śniegiem – ruszyli do akcji.

W piątkowy grudniowy – jesienny – wieczór.

 

Ozdobili stół.

Ubrali choinkę.

Upiekli pierniki.

Przykryli brudną ścianę domu jasnymi lampkami.

 

Mama, której nie odpowiadała specjalnie jakość kalendarzowych czekoladek, postanowiła też w tym roku wykonać własne kalendarze.

Co uczyniła.

 

Za oknem szaro i deszczowo.

Samochód brudny.

Buty ubłocone.

 

Ale w domu ciepło i świątecznie.

Jakby spokojniej.

Jakby lepiej.

 

20171128_181822

20171201_202355

Codziennie taka (…) powtarzalność („Rodzina zastępcza”)

Zaczęło się.

Właściwie zaczęło się już miesiąc wcześniej, ale wcześniej nie było kiedy napisać.

 

Trzeba wstać o czwartej pięćdziesiąt.

I potem kolejno:

Wpuścić koty.

Nakarmić koty.

Woda z cytryną.

Podlać kiełki.

Podlać bazylię.

Jogurt z chia dla Franka.

Śniadanie dla Łucji.

Ubranie.

Przygotować śniadanie do pracy.

Orzechy i owoce.

Wodę.

Wyjąć obiad do pracy.

Najczęściej zupę z kaszą.

Przygotować śniadanie na teraz.

Domowy chleb.

Domową pastę. Albo twaróg. Albo jaja.

Pomidory. Paprykę. Kiełki. Zieleninę.

Zalać inkę.

Założyć buty.

Otworzyć furtkę dla niani.

Założyć soczewki.

Nałożyć krem.

Zjeść śniadanie.

Do tego obejrzeć kawałek serialu albo youtube.

Łyknąć witaminy.

Umyć zęby.

Zrobić dwuminutowy makijaż.

Wziąć torby

Przekręcić kluczyk.

 

Mija dokładnie godzina i piętnaście minut.

Jest ciemno. I zimno.

W aucie załącza się audiobook.

Drwal, Chmurdalia czy coś innego.

Obecnie Król.

 

W mroku wśród sennych pól Mama wsłuchana w głos Stuhra mknie do pracy.

Wolna od radia, telewizji, wszelkich wiadomości.

Zmęczona.

Sama ze sobą jeszcze przez prawie godzinę.

 

Dzień się właśnie zaczyna.

Będzie trwał jeszcze przez wiele godzin.

 

Nie wiadomo jak dziś się potoczy.

 

Czasem dzień mknie wesoło jak strumyk widziany w górach.

Czasem uderza w głowę jak brązowy kasztan.

Czasem leniwie szura nogami wśród jesiennych liści.

Albo snuje się sennie, ciężko, przytłaczająco.

Aż do szarego, zmęczonego wieczora –

– kiedy to –

wtulona w poduszkę, ze słuchawką w uchu Mama zapadnie w sen.

Krótki, płytki, urywany.

Zwiastujący kolejny ranek zapisany w telefonie na czwartą pięćdziesiąt.

I łzy były pełne łez (A. Słonimski)

Zaczął się nowy rok.

U nas zawsze bardziej nowy od tego styczniowego jest ten rok, który zaczyna się we wrześniu.

 

Ten jest szczególny.

 

Łucja poszła do czwartej klasy.

Ze starą klasą, ale w nowym budynku.

 

Mama poszła do szkoły podstawowej.

W starym budynku, ale z nowymi klasami.

 

Franek poszedł do przedszkola.

Nowego dla niego w każdym calu.

 

I bardzo, bardzo płacze 😦