Nie sły­chać wy­cia psów i kro­ków prze­zna­cze­nia (W. Szymborska)

Mam dziewiętnaście lat.
Wypisałam właśnie szesnaście rewersów.
Wychodzę z biblioteki.
Wolno odwracam twarz do słońca.
Czekam na książki, których i tak nie będzie.

Noszę rozmiar S.
Mam jeden krem do twarzy i pierwszy w życiu płyn do higieny intymnej. 
Truskawkowy.
Kupuję perfumy-podróbki rozlewane na deptaku w takie same kanciaste butelki. 
Nigdy już żadne nie będą mnie tak cieszyły jak tamte. 
Żadne Chanele i Diory, żadne Biagotti.

Nie wiem, co to chia i ciecierzyca.
Nie mam pojęcia, w czym jest gluten.
Na śniadanie jem drożdżówkę z pobliskiego „Hasta” 
- bardzo dużą, z czerwonym dżemem -  taka najbardziej się opłaca.
Stać mnie na zwykły chleb i cebulę. Na płatki owsiane zalewane wrzątkiem.
Masło pożyczam czasem w akademiku.
Szczytem szczęścia jest dla mnie obiad w barze „Pod Arkadami. 
Ziemniaki, buraczki zasmażane i jajeczny kotlet.

Podobają mi się imiona: Julia i Michał.
Jak to możliwe, że wiele lat później nazwę dzieci: Łucja i Franek?

Mam dziewiętnaście lat.
Mam długie, gęste, ciemne włosy.
Mam głowę pełną loków.
Nie wiem jeszcze, że dwadzieścia lat później będę je prostować 
i barwić na żółtawy, nieudany, blond. 
Że stracę ich ponad połowę.
Ale nie znam przecież japońskiego nazwiska na „h”, przez które to się stanie.
Nawet gdybym znała, nic by mi nie powiedziało.

Nie wiem jeszcze, że czeka mnie niepłodność.
Nie wiem, co to HCG i pregnyl.
Nie słyszałam nigdy o pustym jaju płodowym.
Nie wiem, że urodzę upragnione ośmiotygodniowe dziecko we własnej łazience.
O in vitro widziałam chyba coś w telewizji. 
Wleciało. Wyleciało.


Na razie siedzę na trawie przed akademikiem.
Czekam na książki, których i tak nie dostanę.
Nie słyszę kroków przeznaczenia.

Czy jestem szczęśliwsza?
Nie wiem.

Póki co mam dziewiętnaście lat.
Zadzieram wysoko głowę.
Zamykam oczy.
Wokół pachnie Toruń – moja miłość.
Reklamy

Jest cicho… (K.I. Gałczyński)

Jest cicho. Choinka płonie.
Na szczycie cherubin fruwa.
Na oknach pelargonie,
blask świeczek złotem zasnuwa,
a z kąta, z ust brata płynie
kolęda na okarynie:
Lulajże, Jezuniu…

(Konstanty Ildefons Gałczyński)

 

Lulujże, Jezuniu.
Utul i nas ciszą i śpiewem.
Pozwól w blasku świec zobaczyć czyjeś dobre oczy i dobre serce.
Pomóż wyciągnąć rękę tam, gdzie to niełatwe.
Wypełnij nas miłością na cały następny rok.

Juti
Łucja
Franek

Zmiany nie są przyjemne, lecz są bardzo pożyteczne (L.M.Montgomery)

Ale są też zmiany przyjemne i pożyteczne!

7 lat temu wprowadzaliśmy się do naszego domu. Łucja miała wtedy 3 lata i jej pokój wyglądał tak:

przed1

Był to pokój małej dziewczynki, zdecydowanie.

Minęły lata, pojawił się Franek. Ale pokój w zasadzie się nie zmienił. Coś tam przestawiliśmy i tyle. Ściany, meble, kolory itd. – wszystko po staremu.

wtrakcie2wtrakcie1

Od dwóch lat pudła na zabawki stały puste. Musieliśmy w końcu coś zrobić. W końcu mamy w domu prawie nastolatkę!

I oto pokój po zmianach!

po6po5po4po3po2po1

Jak się Wam podoba?

Bo mnie bardzo 🙂

Nie jestem sam, ja książkę mam (M. Bahdanowicz)

W pokoju Franka zamieszkały wreszcie książki.

Pełne kolorów.

 

Wcześniej włóczyły się po domu.

Upychały niewygodnie w pudełkach i szufladach.

Porzucone, osamotnione.

Bezdomne.

 

Franek nie miał dla nich mieszkania.

Odkrywał je zagubione na schodach albo w klockach.

Przynosił do łóżka i chował pod dywanem.

Często szukał i nie znajdował.

 

Ale pewnego dnia dostał biały regał.

Dostał go od Łucji, która pozbyła się dziecinnego pokoju, moszcząc się w miętach i turkusach.

 

Mam teraz ładny pokój! – woła Franek.

 

Teraz wystarczy z łóżka Mamy podnieść się na rękach.

Przesunąć pupą bliżej ściany.

Wybrać jedną ulubioną książkę (Mama wybiera drugą).

A potem wtulonym w ciepłe ramię czytać o przygodach Basi albo Maksa.

Albo Kici Koci.

Albo Tosi i Tymka.

 

Słuchać nieuważnie.

Podpowiadać.

Komentować.

Chłonąć.

Kiedy czujesz, że nie masz czasu na odpoczynek, pamiętaj, że to ten moment, kiedy musisz znaleźć czas na odpoczynek (M. Haigg)

Po kilku dniach pełnych gości, jedzenia, gier planszowych, hałasu i zamieszania.

Udało się dwudziestego ósmego o dziewiątej.

 

Przygotować duży kubek wody z cytryną.

Włączyć Moonlight, który czekał od siedmiu miesięcy.

Leniwie sporządzić listę nieważnych zakupów.

Położyć obok siebie Wysokie Obcasy. Nie przeczytać.

 

Popatrzeć z kanapy pod uśpioną choinkę na uśpione prezenty.

Niektóre wciąż nierozpakowane.

Wyciągnąć po nie rękę i znów zrezygnować.

 

Okryć nogi kołdrą przytarganą z pokoju.

Otoczyć dłońmi kubek z kawą.

Przesunąć kota.

Zamknąć oczy. Odetchnąć.

 

 

 

Nocka potrwa do białego rana, na promyku księżycowym gra (J. Kaczmarski)

 

Po stajence przebiegł chłodu dreszcz
Mości się, jak kot – puszysty zmierzch.
Śpi osiołek, wół łakomy
Po łuczywie skacze płomyk
I on zaraz zaśnie też.

Nocka potrwa do białego dnia
Na promyku księżycowym gra:
Kołysankę gra dla Ciebie
Słychać ją po całym niebie,
Pięknych snów bez liku ma.

(…)

Masz policzki rozpalone dwa,
W oczku sennym diamentowa łza.
Główkę złóż mi na kolanach –
Mama zaraz uśnie sama,
Spać będziemy – Ty i ja.

 

Zaraz Święta.

Do niektórych nadbiegają lekko. Albo kroczą dostojnie – jak trzej królowie – niosąc naręcza darów opromienionych złotem i otulonych zapachem kadzidła. Idą roześmiane, pełne blasku. Radośnie oczekiwane.

Do innych zbliżają inaczej. Nie tak, jakby się chciało. W pośpiechu, w zmęczeniu albo byle jak. A może nawet nadchodzą zupełnie bez radości. Za towarzysza mają pustkę albo ból. Chorobę. Samotność. Złość.

Kochani! Życzę Wam, żeby Święta nadeszły pięknie i ciepło. Żeby puszysty wigilijny zmierzch – jak kot – otulił nie tylko stajenkę, ale i Wasze domy i serca. Nawet te – a może zwłaszcza te – które przeniknął chłód.

Żeby nocka trwająca do białego rana zagrała każdemu z Was kołysankę. Żeby jej melodię napisano znakomicie. Tylko dla Was. Żeby nuty wypełniły Was miękko. Dokładnie tak, jak potrzeba. Żeby prawdziwie koiły.

Aby księżycowy promyk z Betlejem świecił jasno, czysto i pięknie. By oświetlił cały następny rok.

A Tym Którzy Jeszcze Czekają życzę, by te Święta przyniosły prawdziwą nadzieję, że to już blisko. Że już wkrótce.

Że za rok tuż przy Was, na poduszce, leżeć będzie czyjaś mała główka. Senna już bardzo. Ciepła. Spokojna. Ukochana.

Dobrej nocy! Dobrych Świąt! Dobrego Roku!

 

Juti, Łucja, Franek