Kiedy zamykam oczy, gdy nie dzieje się nic (Grabaż)

We śnie widzę kolorowego vana z balonami.
Podjeżdża pod moją szkołę.
„Wesoła firma kurierska” - głosi napis.
Ze środka macha do mnie były kolega z pracy.

Chciałem się pożegnać – woła.
Z tyłu siedzą trzy długowłose dziewczyny.
Odjeżdża.


Budzę się z myślą, że wszystko się zmienia, a ja nie.
Ja zostaję.

Że każdy idzie naprzód, rozwija się.
Ja nie.

Dziwne.
Nie budzę się z żalem.
Nie czuję goryczy ani złości.
Budzę się spełniona. Wypełniona spokojem.

Jest taki moment mojego życia, że nie chcę zmiany.
Chcę przystanąć.
Poczekać.

Nie, to nie tak, że nieruchomieję. Że zastygam.
W trwaniu właśnie jest ruch.

Zakładam buty.
Wskazującym palcem dotykam ikony w telefonie.
Wsłuchana z audiobook,
świtem po pustym Monciaku,
- idę.

Uśmiecham się do kobiety wycierającej stoliki w cukierni.
Zaglądam przez krzewy, by zobaczyć morze.
Myślę radośnie o bułkach kasztanowych, 
które upiekłam w pogrążonym we śnie mieszkaniu.

Jest mi niewyobrażalnie dobrze.
Wypełnia mnie samotność.
Ale ta piękna.
Doskonała.

Oddycham głęboko.
Trwam.


 

 

Reklamy

Znam jeden ideał mężczyzny. Mówi do mnie „mamo” (znalezione w necie)

Są sami.

Łucja na obozie. Tata jak zawsze w pracy. Daleko.

 

Umówili się o 17.30.

Najpierw sushi. To ulubione Franka – z łososiem i nori. Bez sezamu.

Potem kąpiel w wannie pełnej zabawek.

Koktajle z wody i piany.

Rozmowa o kaloszach, urodzinach i siusiakach.

Potem pidżamy.

 

Rozłożyli dużą kanapę w salonie.

Leżą wyciągnięci.

Chrupią popcorn, oglądają „Vaianę”.

W planach mają jeszcze dwie książki, w tym jedną Bechlerowej.

 

hasztag: randkazsynem

 

Prawdziwa.

Bardzo udana.