Kiedy przekracza się granicę między dzieciństwem a dorosłością? (na pewno znajdziesz odpowiedź w zapytaj.onet.pl)

Kiedy to się stało,  że stał się odrębnym bytem?

Niby był zawsze, ale teraz można to zobaczyć, usłyszeć, poczuć. Zrozumieć.

Kiedy ukształtowało się zamiłowanie do czerwonego?

Do koszulki „Play Like a Boss”?

Do sushi, hummusu i majonezu?

Do farb plakatowych?

Kiedy zrodziła się niechęć do niebieskiego talerzyka i brzoskwiń z konserwy?

 

Widzę małego człowieka.

Patrzy – przysięgam – dorosłymi oczami.

Słyszy – przysięgam – dorosłymi uszami.

 

I uświadamiam sobie to właśnie dziś  – gdy moje małżeństwo osiąga pełnoletność.

 

Wie, czego chce i czego nie chce.

Wie, co dla niego ważne i dobre.

Co nieistotne i niewłaściwe.

 

A także myli się, złości, krzyczy, obraża i płacze.

Jak dziecko? Jak dorosły? Jak człowiek?

Reklamy

Migawki wiosenne

Jakoś nie ma jak pisać.

Nawet nie że czas.

(Choć czasu jak zwykle za mało)

Ale przytłoczenie. Przygaszenie.

 

Gdy się w końcu ogarnę – nie wiem kiedy – napiszę.

 

 

Wiosna już dorosła (Grabaż)

Wiosna już dorosła.
Powiała ciepłem i zapachem grilla.
Rozrzuciła w powietrzu białe płatki.
Zapędziła do dużego parku.
Namówiła na zjeżdżanie z góry na tyłkach.
(ręce i nogi odmaczaliśmy godzinę)
Namówiła na długą kolejkę po lody.

 

A Mama powoli oswaja brak glutenu.
Nie jest tragicznie. Tyle, że wie, że to dużo za mało i że dużo przed nią.

Matematyka zawiera w sobie nie tylko prawdę, ale i najwyższe piękno – piękno chłodne i surowe, podobne do piękna rzeźby (B. Russel)

kończę 41 lat

w wieku 40 lat przekraczam moją „magiczną granicę”

w wieku 39 lat rezygnuję z walki o trzecie dziecko

w wieku 38 lat podejmuję cztery medyczne próby (w tym dwa programy IVF), by zajść w ciążę

w wieku 37 lat rodzę drugie dziecko

w wieku 36 lat mam cztery inseminacje i moje pierwsze w życiu in vitro

w wieku 35 lat zachodzę po IUI w drugą ciążę; tracę ją

w wieku 34 lat udaje mi się wreszcie usłyszeć – tak, chcę drugiego dziecka

w wieku 33 lat przeprowadzam się na wieś

w wieku 32 lat zmieniam pracę

w wieku 31 lat wiem, że chcę mieć drugie dziecko

w wieku 30 lat rodzę pierwsze dziecko

w wieku 29 lat, po drugiej IUI, widzę pierwsze w życiu, absolutnie magiczne, dwie kreski

w wieku 28 lat walczę o zajście w ciążę, już medycznie

27 – tyle mam par butów, za dużo!

26 – tyle mam kubków. Wszystkie czarno-białe. Każdy inny. Wszystkie się przydają, mamy dużo gości

od 25 roku życia mieszkam „sama”, tzn. mąż pracuje daleko poza domem

24 – tyle lat mieszkam poza domem rodzinnym

w wieku 23 lat biorę ślub

22 lata noszę soczewki kontaktowe

21– ten numer całe życie uważałam za mój szczęśliwy; nie wiem dlaczego i nigdy się to nie sprawdziło

w wieku 20 lat zaręczyłam się

19 – tyle miałam szans medycznych na ciążę; jak widać nie jest tak łatwo, jak się niektórym zdaje

18 lat – taki jest mój staż małżeński

mam na koncie 17 lat uczenia młodzieży; z żalem myślę o tym, że teraz w większości będą to już mniejsze dzieci

w wieku 16 lat wybieram kierunek studiów – filologię polską

gdy mam 15 lat – rodzą się moje bratanice

w wieku 14 lat kończę szkołę podstawową

w wieku 13 lat zaczynam pisać pamiętnik

12 lat świadomie żyję z niepłodnością

11– poprzedzone minusem – taka jest w przybliżeniu moja wada wzroku; wiem, kosmicznie wysoka

10 – tyle lat ma moja córka

byłam na 9 koncertach Pidżamy Porno

w wieku 8 lat napisałam swoją pierwszą „książkę”

7 lat mieszkam w domu jednorodzinnym

mam 6 własnoręcznie wykonanych kronik-albumów dzieci

mieszkałam w 5 miejscach

miałam w życiu 4 koty; tyle też lat ma mój syn

skończyłam 3 studia podyplomowe, a tak naprawdę jedne są dopiero w trakcie; za pół godziny jadę na zajęcia

mam 2 dzieci

mam 1 życie

pełne życia

ale wcale nie takiego jak z powiedzenia

tylko zwyczajnego, często gorzkiego

prawdziwego

niepłodność jest jego dużą, ważną częścią

O, szczęśliwe czasy, gdy idzie się pod mur tylko dla siusiania (S.J. Lec)

Nie mam czasu. Właściwie wcale. Sprawdzam prace, piszę, latam na zajęcia w weekendy, wystawiam oceny, sprawdzam prace, usiłuję trochę spać, sprawdzam prace…

Pomyślałam jednak, że chociaż krótko napiszę o naszych ostatnich problemach związanych z treningiem czystości i o (oby!) rozwiązaniu.

Nic odkrywczego, ale może komuś pomoże.

Franek odstawił się od pieluchy (poza nockami) jakoś tak naturalnie i bez większego wysiłku. Zaczynaliśmy trening po 2 roku życia, kiedy widziałam, że potrafi bez żadnego problemu kontrolować potrzeby fizjologiczne, sika „świadomie” w pieluchę – i poszło w miarę gładko. Chociaż z siostrą są skrajnie różni, to tu było dość podobnie. Początkowy opór siadania na nocniku (u Franka dodatkowo opór przed noszeniem majtek), przełamany wreszcie zwykłym przekupstwem i zwykłym chwaleniem.

Co ważne – podobnie zresztą jak Łucja – kiedy już załapał sprawę – nie posikał się w majtki ANI RAZU. Przez (o ile dobrze liczę) jakiś rok.

I nagle w grudniu przyszedł z przedszkola posikany.

Ok, zdarzyło się.

Za parę dni znowu. I znów za dwa dni.

Pod koniec grudnia posikany był codziennie. Wiedziałam bez żadnych wątpliwości, że chodzi o przedszkole, bo on przedszkola nadal nie lubi (i nadal płacze dość często), więc to jest kwestia psychiki. Może nerwów? Myślałam: może boi się zapytać o to, czy może wyjść? Może się wstydzi? Nie ma czasu i zajęty zabawą sika?

(Pominę tu już fakt, że nigdy nie był przebrany (a miał rzeczy na zmianę!), że chodził mokry cały czas i mokry wracał pieszo do domu – bo to inna historia i o przedszkolu pisać nie chcę. )

Dość, że po naszej interwencji panie się nieco zainteresowały faktem i okazało się, że sprawa wygląda jeszcze inaczej.

Kiedy go podpytywały, czy chce siusiu, odpowiedział wprost, że on w przedszkolu sikać nie będzie i sikać będzie tylko w swoim domu. Cytuję.

Klasyczny bunt.

Nasze rozmowy domowe guzik dały. Zadziałał tradycyjny już (stosowany przy Łucji w innych okolicznościach przyrody) system „buźkowy” – zadziałał kolejny raz – co ważne, natychmiast i odpukać! stuprocentowo.

Nic odkrywczego, już pisałam wcześniej – zwykła tablica motywacyjna z buźkami. Za suchy dzień – wesoła buźka (początkowo wzmacniałam to jeszcze małym kawałkiem gorzkiej czekolady 😉 ).

Chcę tylko pokazać Wam tani, prosty sposób, bo tym razem nie miałam specjalnej tablicy jak przy Łucji, musiałam szybko, od razu coś znaleźć. Kupiłam za 5 zł zwykłe naklejki motywacyjne w sklepie papierniczym a jako tablica posłużył mi normalny ścienny kalendarz (przyniesiony zresztą ze szkoły – gdzie trafił w nadmiarze jako gadżet reklamowy). Myślę, że nawet mogłaby to być zwykła kartka, ale jest mi wygodniej z gotowymi wypisanymi dniami.

Od tygodnia majtki suche! Chwilo, trwaj!

A jak u Was przebiegały „te” sprawy?  😉