Czy usycha jak rodzynek w słońcu? (L. Hughes)

Co staje się z niespełnionym marzeniem?
Czy usycha
jak rodzynek w słońcu?
Czy też jak ropa z wrzodu
się sączy?
Czy jak gnijący ochłap cuchnie
Lub skorupieje jak zastygły lukier?

Może tylko ugina się pod ciężarem, faluje,
A może eksploduje?

(L. Hughes)

 

Bardzo chciałabym raz jeszcze.

 

Wczepiona palcami w detektor tętna usłyszeć stukot serca. Odetchnąć z ulgą.

Zobaczyć na monitorze kijankę z dużą głową. Widzieć ten biały punkt, który pulsuje prawidłowo.

Znieść szary wózek ze strychu i wstawić go do przedpokoju.

Usłyszeć: „To syn”.”To córka”. „Zdrowy”. „Zdrowa”.

Drżeć radośnie w morfinowym półśnie, czując narastający ból.

Słać wesoło szczęśliwe smsy. „Już jest. 10 punktów. Wszystko dobrze”.

Półprzytomna mieszać biały proszek z termosową wodą o północy. Karmić z zamkniętymi oczami, przysypiając.

 

Bardzo chciałabym raz jeszcze.

 

Ale nie będę.

 

Czy czas leczy rany?

Chyba tak.

 

A przynajmniej próbuje.

Paćka je podkładem i gęstym korektorem. Pudruje uważnie.

 

 

Ale czy leczy też marzenia?

Chyba nie umie.

 

Raczej okleja je szczelnie plastrem z włókniny, udając, że ich nie ma.

I mówi – idź!

 

Uśmiecham się lekko.

Odwracam głowę.

Wychodzę.

Idę.

Reklamy

Znam jeden ideał mężczyzny. Mówi do mnie „mamo” (znalezione w necie)

Są sami.

Łucja na obozie. Tata jak zawsze w pracy. Daleko.

 

Umówili się o 17.30.

Najpierw sushi. To ulubione Franka – z łososiem i nori. Bez sezamu.

Potem kąpiel w wannie pełnej zabawek.

Koktajle z wody i piany.

Rozmowa o kaloszach, urodzinach i siusiakach.

Potem pidżamy.

 

Rozłożyli dużą kanapę w salonie.

Leżą wyciągnięci.

Chrupią popcorn, oglądają „Vaianę”.

W planach mają jeszcze dwie książki, w tym jedną Bechlerowej.

 

hasztag: randkazsynem

 

Prawdziwa.

Bardzo udana.

 

 

Nie jestem sam, ja książkę mam (M. Bahdanowicz)

W pokoju Franka zamieszkały wreszcie książki.

Pełne kolorów.

 

Wcześniej włóczyły się po domu.

Upychały niewygodnie w pudełkach i szufladach.

Porzucone, osamotnione.

Bezdomne.

 

Franek nie miał dla nich mieszkania.

Odkrywał je zagubione na schodach albo w klockach.

Przynosił do łóżka i chował pod dywanem.

Często szukał i nie znajdował.

 

Ale pewnego dnia dostał biały regał.

Dostał go od Łucji, która pozbyła się dziecinnego pokoju, moszcząc się w miętach i turkusach.

 

Mam teraz ładny pokój! – woła Franek.

 

Teraz wystarczy z łóżka Mamy podnieść się na rękach.

Przesunąć pupą bliżej ściany.

Wybrać jedną ulubioną książkę (Mama wybiera drugą).

A potem wtulonym w ciepłe ramię czytać o przygodach Basi albo Maksa.

Albo Kici Koci.

Albo Tosi i Tymka.

 

Słuchać nieuważnie.

Podpowiadać.

Komentować.

Chłonąć.

Kiedy przekracza się granicę między dzieciństwem a dorosłością? (na pewno znajdziesz odpowiedź w zapytaj.onet.pl)

Kiedy to się stało,  że stał się odrębnym bytem?

Niby był zawsze, ale teraz można to zobaczyć, usłyszeć, poczuć. Zrozumieć.

Kiedy ukształtowało się zamiłowanie do czerwonego?

Do koszulki „Play Like a Boss”?

Do sushi, hummusu i majonezu?

Do farb plakatowych?

Kiedy zrodziła się niechęć do niebieskiego talerzyka i brzoskwiń z konserwy?

 

Widzę małego człowieka.

Patrzy – przysięgam – dorosłymi oczami.

Słyszy – przysięgam – dorosłymi uszami.

 

I uświadamiam sobie to właśnie dziś  – gdy moje małżeństwo osiąga pełnoletność.

 

Wie, czego chce i czego nie chce.

Wie, co dla niego ważne i dobre.

Co nieistotne i niewłaściwe.

 

A także myli się, złości, krzyczy, obraża i płacze.

Jak dziecko? Jak dorosły? Jak człowiek?

Wiosna już dorosła (Grabaż)

Wiosna już dorosła.
Powiała ciepłem i zapachem grilla.
Rozrzuciła w powietrzu białe płatki.
Zapędziła do dużego parku.
Namówiła na zjeżdżanie z góry na tyłkach.
(ręce i nogi odmaczaliśmy godzinę)
Namówiła na długą kolejkę po lody.

 

A Mama powoli oswaja brak glutenu.
Nie jest tragicznie. Tyle, że wie, że to dużo za mało i że dużo przed nią.